Cykoria

Z chwastu, dziko rosnącego u nas przy drogach, a nazywanego także „podróżnikiem“, przez kulturę wyhodowano roślinę uprawną, której korzenie dostarczają bardzo obecnie rozpowszechnionego surogatu kawy.

Pierwotną ojczyzną fabrykacji cukru jest Holandia, a następnie Magdeburg, gdzie przemysł ten rozwinął się w ogromnych rozmiarach, zaopatrując nie tylko całe Niemcy, ale i inne kraje w uprawianą w okolicach tego miasta i tamże przerabianą cykorię. U nas dopiero przed kilkunastu laty rozpoczęła się uprawa cykorii, a pobudowanie suszarń dało założycielom poważne zyski, co przyczyniło się do rozpowszechnienia w niektórych okolicach Królestwa uprawy tej rośliny na większych przestrzeniach.

Obecnie już całe zapotrzebowanie krajowych fabryk cykorii pokrywa miejscowa produkcja korzeni.

Kilka jest odmian cykorii jak: Brunświcka, Śląska, Magdeburska, dwie pierwsze mają korzeń grubszy, krótszy, Magdeburska ma korzeń dłuższy, lecz smak jego jest lepszy, daje lepsze plony i jest odpowiedniejszą dla naszego klimatu.

Nasienie sprowadza się zwykle z zagranicy, można jednakże i u nas mieć nasienie dobrych przymiotów.

Na wysadki wybiera się przy sprzęcie w jesieni korzenie średniej wielkości (nie największe), gładkie, nierozgałęzione, z pojedynczym sercem listnym. Przez zimę przechowuje się je jak marchew, lecz nie w piwnicy, lecz w kopcach na polu, gdzie się korzenie przesypuje warstwami piasku. Zalecane niekiedy pozostawianie niewybranych korzeni przez zimę na polu stanowczo jest niewłaściwe.

Wysadki należy sadzić na wiosnę na gruncie, uprawionym jak pod marchew, glinkowatym, w próchnicę zasobnym, o głębokiej warstwie rodzajnej, umieszczając co 20 cali po jednym wysadku. Podczas wzrostu trzeba je kilka razy okopywać i obsypywać.

Wyrosłe łodygi należy przymocować do palików, ażeby je zabezpieczyć od połamania. Skoro łodygi już zżółkną, a większa część nasienia stwardniała, zrzyna się je ostrożnie, wiąże w małe pęczki i ustawia w przewiewnym miejscu. Po zupełnym przeschnięciu, omłaca się, wybierając do tego dzień mroźny i oczyszcza. Z morga zbiera się 3 do 4 centnarów nasienia.

Niemiłym dla gospodarza następstwem uprawy cykorii bywa zanieczyszczenie ziemi znaczną ilością pozostałych po sprzęcie cykorii kawałków korzeni. Każdy najmniejszy kawałek korzenia, przetrzymuje doskonale zimę i z wiosną wypuszcza bujną, do dwóch łokci wysokości sięgającą łodygę nasienną.

Żyto ozime po wcześnie sprzątniętej cykorii dobrze się udaje i głuszy dostatecznie te wyrostki; w zbożu jarem jednakże niezbędnym jest łodygi te wycinać i z pola wynosić, gdyż twarde pędy cykorii stanowią poważną przeszkodę w sprzęcie, suszeniu i młóceniu zboża.

Niemałe ilości nasienia buraków, marchwi i innych roślin okopowych sprowadzamy z zagranicy, a rok rocznie wywozimy za to z kraju znaczne stosunkowo sumy. Tymczasem hodowla tych nasion i u nas jest możliwa, trzeba tylko umieć ocenić doniosłość doboru roślin i zabrać się z całą energią do ich uszlachetniania

Daje ona rzeczywiste zyski przy intensywnym gospodarstwie, wysokim kapitale nakładowym i wysokiej kulturze. Musi być opartą na wytwarzaniu wyborowych odmian, aby z każdym rokiem rozszerzać mogła koło swych odbiorców.

Jakie odmiany uprawiać, to zależy od miejscowych warunków, gleby, mniejszego lub większego popytu itd.

Każdy z rolników winien wybrać odmianę dla siebie stosowną, poświęcić jej całą pracę i stworzyć sobie z niej niejako specjalność, jak to dzieje się od dawna zagranicą, gdzie każda nieledwie okolica uprawia inny gatunek nasienia.

Potrzeba by i u nas porozumienia pomiędzy rolnikami, ażeby każda część kraju produkowała inny, najodpowiedniejszy dla niej gatunek lub odmianę.

Do prowadzenia racjonalnej hodowli potrzeba wielkiej sumienności, staranności i znajomości rzeczy. Przyznać trzeba, że obecnie bardzo trudno sprzedać w składach nasiona, przez rolników wyhodowane, gdyż mało kto wierzy w dobroć i tożsamość odmiany, a to dla tego, że ziemianie najczęściej sami się tą hodowlą nie zajmują, lub też czynią to tylko powierzchownie.

Znamy wprawdzie rolników, osobiście z całym zamiłowaniem temu się oddających, lecz stanowią oni nieliczne wyjątki, a ci nie mogą się skarżyć na brak zbytu.

Gdyby grono ziemian, pojmujących własny interes i mających na oku wyzwolenie naszych składów z pod wpływu zagranicznych handlarzy, zechciało wspólnymi silami rozpocząć hodowlę na racjonalnych podstawach, na ten czas kupcy nasi niewątpliwie zaczęliby odwiedzać osobiście takie miejscowości i nabraliby zaufania do przedsiębiorstwa, na którego czele winna stad osoba kompetentna, kontrolująca hodowlę u wszystkich producentów i odpowiadająca za dobroć wyhodowanego nasienia.

Dorywcza praca pojedynczych ludzi nie wiele tu zdziała, mamy zaś to przekonanie, że rozumnie poprowadzona praca zbiorowa może nigdzie nie przyniosłaby tak wielkich korzyści, jak właśnie na tym polu.